platforma blogowa portalu
nowiny

Drybling radnego Grenia

Lata całe „robił w piłce”, od okręgówki, do ekstraklasy. W tej branży dryblować można się nauczyć, jak nigdzie. A potem doświadczenia przenieść na politykę. I radny Greń wykorzystał piłkę, jaką mu wrzucono na boisko szkolne przy szkole na Nowym Mieście w Rzeszowie. Na to, na którym miała powstać kaplica.

Radny najpierw zachowywał się na boisku, jakby nie wiedział, w co jest grane. Na sesję rady miasta podrzucono podbramkową akcję pt. „kaplica na boisku”. Radny unikał piłki, angażowania się w akcję, nie używał nóg (na głosowanie nie przyszedł), nie używał rąk (nie głosował), nie używał głowy (nie podjął decyzji). Jakby czekał, po czyje stronie są trybuny. Wkrótce się wyjaśniło, że trybuny są po stronie tych, którzy kaplicy na Nowym Mieście nie chcą, toteż radny Greń sam tym razem zainicjował akcję. Trudno nie było, bo przeciwnik osłabiony już był licznymi czerwonymi kartkami, rzuconymi z trybun.

Radny Greń przejął inicjatywę, dopadł piłki, zorganizował w swoim wyborczym mateczniku na Nowym Mieście akcję zbierania podpisów pod protestem przeciwko kaplicy. W drugiej podbramkowej akcji pt. „kaplica na boisku” wiedział już, co robić na sali obrad. Zagrał nogami (przyszedł), rękami (zagłosował na „nie dla kaplicy) i głową. I wygrał – kaplicy nie będzie. A przynajmniej wydaje mu się, że wygrał.

Bo wkrótce może okazać się, że strzelił samobója. Prezydent Ferenc, kapitan drużyny „Rozwój Rzeszowa”, wściekły na zawodnika Grenia. Nie wiadomo, czy powoła go do swojej kadry na najbliższe wybory. Wróble pod ratuszem ćwierkają, że nie. Kibice na Nowym Mieście mówią, że to nierówny zawodnik: przez 90 minut zachowuje się na boisku, jakby nie wiedział, w której gra drużynie, a do ostatniej akcji rzuca się brawurowo. Oj, po tym meczu w szatni „Rozwoju Rzeszowa” będzie się działo…