platforma blogowa portalu
nowiny

Zabij sobie bandziora

Dał nam przykład Łukaszenka, jak zabiiiiiijać ma-my! Gdyby posłuchać nawoływań Prezesa, to bylibyśmy drugim – po Białorusi – europejskim państwem, które za przestępstwa karze śmiercią. Świetne towarzystwo dla kraju, który chce uchodzić za demokratyczny.
O śmierci prawem usankcjonowanej, napisano i powiedziano już chyba wszystko. O konwencji praw człowieka, która wyklucza karę śmierci, o aspektach religijnych i filozoficznych, nawet kryminolodzy podpowiadają, że nie kara śmierci odstrasza przed popełnieniem zbrodni, ale nieuchronność kary. A socjolodzy trochę są zaskoczeni, że naród polski jest piekielnie restrykcyjny i w znacznej swojej części optuje za przywróceniem prawem usankcjonowanego zabijania. Esteci powinni podszepnąć: no, to jak? Będziemy wieszać, razić prądem, jak w Teksasie, rozstrzeliwać, jak na Białorusi, wstrzykiwać truciznę, jak w Ohio? A może ścinać, dusić, albo kamienować, jak lubią Talibowie? Zwolennicy kary śmierci uciekają od dyskusji o sposobie zabijania skazanych.

Temat znikąd, polityka oszalała. Jak się nie ma nic do powiedzenia o gospodarce, to się wyciąga karę śmierci, in vitro, aborcję, albo oprotestowuje krzyż. To w polityce pozwala zaistnieć, albo przedłużyć istnienie. Po tym, co zrobił Breivik, Norwegowie mają powód, żeby rozważać uśmiercanie zbrodniarzy. Ale my? I za co mamy zabijać? Rzym zabijał chrześcijan za to, że „wierzyli inaczej” i w jednego Boga, co podważało boską naturę cezara. W 1964 r. powieszono Stanisława Wawrzeckiego za udział w tzw. aferze mięsnej. W Chinach można dostać wyrok śmierci do ręki i strzał w potylicę za przestępstwa gospodarcze i za uporczywą krytykę oficjalnej „linii politycznej” państwa. Możemy też nad Wisłą obcinać ręce za kradzież, jak chce szariat. Czemu nie, wszak „linia jest słuszna”. Za co, za jaki rodzaj zbrodni, jak „ciężki gatunkowo”, chcą karać nasi zwolennicy kary śmierci? O tym też milczą.

Do niedawna Prezes i były Wiceprezes PiS, dla podniesienia zasadności swoich idei karania śmiercią, posiłkowali się nauką Kościoła. Tydzień po ich ostatnich publicznie głoszonych postulatach, Benedykt XVI zaapelował do świata o rezygnację karania śmiercią. A ks. Józef Kloch, rzecznik Episkopatu Polski, odesłał zwolenników karania śmiercią do uważniejszej lektury Katechizmu.

Zabić, żeby ukarać? Toż to przejaw bezsilności państwa. A jak się zabije niewinnego? Nick Yarris 23 lata spędził w celi śmierci, bo sąd „udowodnił” mu, że zamordował ekspedientkę. Po 23 latach udowodniono, że jest niewinny. Stracił „tylko” 23 lata życia, mógł stracić życie w ogóle. Bo człowiek (czyt. sąd) się pomylił. Zwolennicy kary śmierci przypisują człowiekowi (czyt. sądowi) cechę boską, czyli nieomylność. Cóż za pycha… Ale co tam Ameryka.! Dziś nie wyklucza się, że Zdzisław Marchwicki, „Wampir z Zagłębia”, powieszony w 1977 roku za 21 zabójstw, mógł być niewinny. Władza bardzo chciała opanować panikę na Śląsku i na gwałt potrzebowała sukcesu, Marchwicki pasował do portretu psychologicznego seryjnego zabójcy. To mu urządzono proces i powieszono. Winny był, czy niewinny? Wątpliwości były i są, a jak się zabija w świetle prawa, to wątpliwości być nie może.

Oko za oko, ząb za ząb, życie za życie. Można się cofnąć w kulturowym, cywilizacyjnym i etycznym rozwoju do czasów Hammurabiego. Tylko czy to będzie postęp?