platforma blogowa portalu
nowiny

Poeci protestu

Kiedy wczytać się w malowane na banerach hasła protestujących przeciwko temu i owemu, można odnieść wrażenie, że protesty organizowane są albo przez kretynów, albo dla kretynów, albo „dwa w jednym”. Infantylizm haseł jest tak porażający, że lekturą zażenowany byłby uczeń podstawówki. Może być skrajnie głupio, byleby tylko się rymowało. Bo specyfiką polskich haseł „protestanckich” są tzw. rymy częstochowskie. Mądrze być nie musi, byle końcówki współbrzmiały i w miarę rytmicznie było.

Niedawno w centrum Rzeszowa pijących pikietowała kilkuosobowa grupa niepijących emerytów i rencistów, którzy swoje w życiu już wypili, teraz przestali i bronią tym, którzy łyknąć jeszcze mogą. „Gdy się piwem raczysz skrycie nie wiesz co to znaczy życie” – waliło po oczach w ciemnej zieleni. Aż się chce odkrzyknąć: „Nowotworu chcesz uniknąć, to dwie setki musisz łyknąć”. Na niebiesko razi spojówki: „Dobra dzieci nie szanuje, który piwo reklamuje”. Protestantowi rytm się zgubił, ale rym częstochowski uparcie wypracował. My przechodzimy do kontrataku poetyckiego, pokonując przeciwnika rytmem: „Walnij Tyskie, flaszkę sprzedaj, dziecku z głodu umrzeć nie daj”. Pani w okularach dobrała sobie do sukienki twarzowy fiolet hasła: „Serce dziecka zdrowo bije, gdy matka piwa nie pije”. Widać kolor i tu ważniejszy od zasad poetyki, ale my się nie dajemy: „Bania wódy, szklanka wina, żeby zdobyć uśmiech syna”. Fiolet wraca na tablicę, rytm wciąż wrócić nie może, ale rym wciąż obowiązuje, a protestanci lecą w wartości chrześcijańskie, zapominając o Kanie Galilejskiej: „Niechaj żaden się nie łudzi, trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”. Cios wartościami trochę nami zachwieje, ale przecie i my potrafimy: „Trochę piwa, trochę groga i już będziesz bliżej boga”.

Nienadówka też poezją natchniona: „W rządzie łapówki, a za nasze domy ani złotówki”. Wchodzimy w tę konwencję: „Trza mieć łeb i nie być gapą, wejść do rządu i brać w łapę”. Uppps! Zasada częstochowska nam się ukruszyła, to wracamy do Rzeszowa pod urząd wojewódzki, gdzie twórczo rozwinęli się narodowcy: „Naród obudzimy, III RP obalimy”. A wydawałoby się, że rozmiłowani w iście wojskowo – marszowej dyscyplinie potrafią zachować rytm. Nie potrafią, ale my tak: „Obal flaszkę, nie ojczyznę, bo ci z tęczy w glana piz”… Się trochę zapędziliśmy, wiejemy, a za nami słychać zbliżający się tupot glanów. W samą porę dopadamy miejsca, w którym nas uratują: pod urząd marszałkowski, gdzie protestuje pogotowie – a jakże – ratunkowe: „Pogotowie państwowe, a nie piórowe”. Ni cholery nie wiadomo, o co chodzi, ale spróbujmy: „Pomyślności, szczęścia, zdrowia? To unikaj pogotowia”. Gonimy na rzeszowski rynek, bo tu garstka emerytów protestuje przeciwko ministerialnemu pomysłowi posłania sześciolatków do szkół. Poezją protestuje, a jakże: „Gdy posłowie lud odrzucą swą poselską służbę skłócą”. Znać, że autor za późno zaczął edukację, ale my się i tak wpasujemy: „Ani z miedzy, ani z roli, poseł przecie z ludu woli”. Pan, który edukację skończył za późnego Gierka, dzierży w dłoni na fioletowo: „6-latki – dziatwa szkolna, jaka błędna to reforma”. Nie damy się fioletowi: „Gdy włos siwy, zmarszczek masy, znaczy – czas do pierwszej klasy”.

Na zjawisku można zrobić doktorat, a jeszcze i na habilitację wystarczy. Najbardziej wzniosłą ideę można idiotycznymi hasłami i przedszkolną rymowanką pogrążyć w infantylizmie. Na koniec: „By skutecznie protestować, trzeba myśleć, nie rymować”.