platforma blogowa portalu
nowiny

Śmierć nie jest słodka

Powstanie Warszawskie to „katastrofa narodowa”, z której winniśmy wyciągnąć wnioski – o minister spraw zagranicznych. „Powstanie Warszawskie to jedna z największych klęsk w dziejach naszego narodu” – to prezydent Stalowej Woli. Wciąż jeszcze niemal soliści w swoich poglądach, ale i w tłumie milczących słuchaczy znalazłoby się wielu, którzy zaśpiewaliby na tę samą nutę. Bo jak można wysłać do piachu 200 tysięcy ludzi, żeby osiągnąć cel nieosiągalny? Z głęboko pochylonym czołem trzeba czcić pogardę śmierci i bohaterstwo tych chłopców i tych dziewczynek, które w imię wolnej ojczyzny ze starym visem i butelką benzyny biegli na hitlerowskie czołgi. I nie wolno stawiać pomników tym, którzy tę dzieciarnię w bezsensowny bój posłali. Bo niczego nie nauczyli się z historii swojej ojczyzny, a za swoje niedouczenie kazali płacić innym.

Apologetów bezsensownych zrywów patriotycznych wciąż nie brakuje. Sławimy powstańców styczniowych, choć powstanie wybuchło niemal wyłącznie dlatego, że konspiratorzy bali się dekonspiracji. Wieszcz Mickiewicz może sławić pamięć o powstaniu listopadowym, ale jakoś jemu samemu do brony było niespieszno. Kilka miesięcy nasłuchiwał w Rzymie „co tam panie na froncie”, a kiedy wybrał się już na odsiecz powstańcom, to przez pół Europy. Jak już dotarł, to było po wszystkim. W opracowania krytycznoliterackich do dziś uchodzi za niemal wzorzec patriotyzmu. To Horacy napisał w „Pieśniach” – „Jak słodko i zaszczytnie jest umierać za ojczyznę”. Nigdy za nią nie umierał, nawet nie próbował umierać. Zwiał z pola bitwy pod Filippi. Apologetów heroicznego umierania za cokolwiek, także za ojczyznę, można szukać wyłącznie wśród żywych. Martwych nikt nie pytał, czy „słodko im było umierać”. A tylko oni mogą odpowiedzieć na pytania – czy warto było.

Od dwóch stuleci pokutuje w nas romantyczne przekonanie, że „słodko i zaszczytnie jest”, że najwyższą formą patriotyzmu jest wyzionąć ducha z okrzykiem „za wolność waszą i naszą”. No, umierać to my naprawdę potrafimy, za ojczyznę szczególnie. Tylko życie dla niej jakoś nam nie idzie i jakoś żyć dla niej się nie nauczyliśmy. Może rzeczywiście „warto wyciągnąć lekcje także z tej narodowej katastrofy” – jak chce minister Sikorski. Żeby w przyszłości nie było potrzeby wysyłania kolejnych 200 tysięcy ludzi na śmierć. W imię niczego, bo ojczyzna nie miała z tej hekatomby żadnego pożytku.

59 komentarzy do “Śmierć nie jest słodka”

  1. Ananke napisał(a):

    Krytyka rzeczowa nakazuje aby zaproponowac postawę przeciwną do tej hura bogoojczyźnianej Westerplatowo-Powstańczej. No i cóż my tutaj mamy? Ano postąpic tak jak zrobili to Francuzi. Dźwigali na sobie ciężar I wojny światowej, Wiadomo: Verdun, gaz musztardowy, miliony Francuzów do piachu. W drugiej już byli mądrzejsi:Drôle de guerre, rząd Vichy, generał Petain i mieli spokój. Za nich o wolnośc dla Europy walczyli Anglosasi i Polacy czwarta co do wielkości armia aliantów. Rosjan nie zaliczam do wyzwolicieli i obrońców bo szli tylko zdobywac zachłannie nowe obszary.Więc należało postąpic jak Francja, Węgry, Słowacja, Rumunia, Bułgaria i wiele innych? Sprzymierzyc się z Hitlerem i wyciągac z tego korzyści? Z punktu widzenia współczesnych socliberałów Polacy zrobili najgorszy jaki można biznes. Dali wszystko nie zyskali nic. Czy postawa liberalna byłaby zła dla Polski w czasie zawieruchy faszystowsko-bolszewickiej lat 40-tych?

  2. norman napisał(a):

    autor nie byłby w stanie walczyć za ojczyznę, gdyby takich jak było więcej w Polsce – do tej pory żylibyśmy pod zaborami. Tfu.

  3. używacz mózgu napisał(a):

    Panie Plęs,popełnia Pan klasyczny błąd komentatorów potępiających powstanie warszawskie z perspektywy współczesnej wiedzy(choć jeszcze nie pełnej-np.archiwa brytyjskie są w dalszym ciągu nieodtajnione).Niech Pan się postawi chociaż przez chwilę w roli mieszkańców Warszawy, okupowanej od 4 lat przez faszystów popełniających zbrodnie na tej ludności w skali jakiej do tamtej pory nie widział świat.Jakaż wielka musiała być desperacja,nienawiść i chęć odwetu w Polakach-oczywiście ja i Pan nie jesteśmy w stanie nawet częściowo wyobrazić sobie tych odczuć.Jakim zatem prawem chce Pan potępiać w czambuł ówczesne ich decyzje???To Pana pycha czy ignorancja? Wielu świadków tamtych dni twierdzi nawet dzisiaj wprost,że gdyby nie padł rozkaz od dowództwa to ludność Warszawy chwyciła by za broń spontanicznie.

  4. Ananke napisał(a):

    Sądzę że racja jest jak często się zdarza, pośrodku.Pochylmy z szacunem czoła przed niewątpliwym bohaterstwem i poświęceniem dla sprawy zwykłych żołnierzy z barykad, harcerzy czy dzieciaków roznoszących pocztę powstańczą. Oni rzeczywiście rzucili swoje życie na szaniec, kierując się motywami jakie podał @zużywacz mózgu. Ale zupełnie inaczej należy potraktowac dowództwo AK które składalo się ze znacznie starszych dojrzałych i doświadczonych wojskowo osób. Od nich można wymagac znacznie bardziej odpowiedzialnych wykalkulowanych i mądrych decyzji. Oni właśnie nie powinni wydac rozkazu do rozpoczęcia powstania. Ich obowiązkiem było wiedzie lepiej co się dzieje w rządach alianckich i jakie będą trendy polityczne. Mieli przecież dostęp do danych wywiadu , kontaktowali się z Londynem i rządem londyńskim. A tymczasem dali się wciągnąc w prymitywną pułapkę Stalina który tuż przed wybuchem powstania nawoływał przez radio do jego rozpoczęcia, ażeby potem zatrzymac ofensywę na lini Wisły aż do stycznia. Głupotą też odznaczyli się jak zwykle Niemcy. Zamiast zostawic problem rozwiązania Powstania Warszawskiego Rosjanom i oszczędzac siły, zaangażowali się w jego zwalczanie.Dlatego chwała zwyciężonym żołnierzom powstania ale nie najwyższemu dowództwu AK. Chcieli z pewnością dobrze ale to nie usprawiedliwia ich potwornej w skutkach pomyłki. Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.

  5. używacz mózgu napisał(a):

    Prawda nie leży po prawej,lewej lub po środku,tylko leży tam gdzie leży.Ananke sam przyznaje,że Rosjanie na pewno zrobiliby sami porządek z AK.Takie przekonanie panowało także w szeregach polskich patriotów (potwierdzone też faktami mającymi wcześniej miejsce m.in. w Wilnie).Przejęcie oficjalnie władzy administracyjno-wojskowej przez Polaków w Warszawie miało właśnie przeciwdziałać takim rosyjskim zbrodniom.A co do momentu i faktu wydania przez dowództwo AK rozkazu rozpoczęcia powstania to była to trudna i skomplikowana sytuacja,na którą nie było „mądrego”.Skoro Ananke przywołuje wywiad aliancki i inne doświadczenia wojskowych strategów to ja zadam retoryczne pytanie:jak to się stało,że alianci dysponując tak dużą wiedzą wywiadowczą,przewagą lotniczą i techniczną posłali na rzeź kilkanaście tysięcy doborowych jednostek w operacji Market Garden?Jakoś nie słychać było słów potępienia dla marszałka Montgomerego za wydanie rozkazu przeprowadzenia tej operacji.Trzeba po prostu pogodzić się z faktem,ze dynamiczne działania wojenne są zjawiskami często nieprzewidywalnymi na które nie mamy wpływu…

  6. Ananke napisał(a):

    Ach marszałek Montgomery! „Słynny Monty”. Bufon nad bufony. To dowódca godny stylu walki Armii Czerwonej. Ta taktyka to bombardowanie przeciwnika trupami własnych żołnierzy tak długo aż na ich unicestwianie zużyje on całą amunicję i się podda z powodu jej braku. Zawsze zadziwiało pozostałych aliantów do jakiego stopnia Anglicy są zaślepieni osobowością Montgomerego i nie widzą jego niewątpliwej szkodliwości dla sił alianckich. Zły przykład, ponieważ to nie jest racjonalny osąd wartości tego dowódcy tylko wynik potwornego rasistowskiego snobizmu synów Albionu na wszystko co angielskie.Monty nigdy nie pokonał by Lisa Pustyni -Erwina Rommla pod El Alemein bo był zbyt marnym strategiem. Pomógł mu w tym A.Hitler ponieważ rozpoczął nowy wschodni front zabierając gro sił niemieckich z frontu afrykańskiego. Operacja Market Garden potwierdziła tylko debilizm Montgomerego. Wystarczy zresztą poczytac wspomnienia generała Sosabowskiego na ten temat. A wracając do Warszawy44 – chociaż pomimo iż żołnierze to nie politycy i są bardziej łatwowierni, to jednak nieco wcześniej bo w 1939 roku przejechali się na tchórzostwie i krętactwie Anglików, Francuzów i pozostałej hołoty zachodnioeuropejskiej i powinni z tego wyciągnąc właściwe dla siebie wnioski.

  7. Tadeusz Kensy napisał(a):

    Warszawiacy „poszli w bój” (czego nie wartościuję, może nawet i sam na ich miejscu bym poszedł?) pewnie dlatego, że; po pierwsze: taki był rozkaz, a po drugie: podobnie jak i ci wydający rozkazy musieli być do cna przekonani, że powtórzy się, choćby w jakimś wariancie, bohaterskie „rozbrajanie Niemców w Warszawie” z listopada 1918 r. Taka było doktryna wojskowych dowódców i takie było wyobrażenie o sprawiedliwym działaniu wahadła historii. Że takie właśnie te główne, realne przesłanki były – to raczej pewne, bez względu na to, w jakie ideowe, bojowe, propagandowe i patriotyczne słowa i zwroty nie zostałyby ubrane. Jak się okazało – w odniesieniu do rzeczywistej sytuacji te przesłanki nie okazały się prawdziwe, bo „prawda”, to żadna tam abstrakcyjna wartość, ale realistyczne stwierdzenie tego; „jak jest”. A w sierpniu 1944 r. w Warszawie było akurat „inaczej” – już inny był cały świat, i przede wszystkim – zupełnie inni niż w roku 1918 byli już Niemcy. Czy wpływ na to, że nikt na to nie zwracał nawet uwagi, miał fakt rozwłóczenia już wtedy kości polskich inteligentów, polskich „filozofów” (nie tylko uczonych profesorów, polityków i generałów, ale też „zwykłych” nauczycieli, kierowników poczt, zawiadowców stacji, lekarzy itd., itp.); od Kamczatki, przez Katyń, Oświęcim, aż po Łabę? Niewątpliwie miał. A potem – potem było już tylko gorzej i gorzej; często „inaczej”, ale zawsze jednak „gorzej”. I tak to już trwa do dziś. Czy różne narodowe hekatomby, składane z życia różnych ludzi, w różnym czasie są z sobą porównywalne? Pewnie tak, byleby zachować nieco właściwej – jak się kiedyś mówiło – „przytomności”. Dziś trafia się, że – może tylko okazjonalnie – mówi się w sąsiednich akapitach o Powstaniu, i o smoleńskiej katastrofie. O tamtej, i o tej nowej – właśnie hetakombie. Co mnie uderza? W milionach słów, pytań i stwierdzeń o „Smoleńsku” brakuje mi jednego wątku, jednego konkretnego „problemu” (nie „zagadnienia”, bo takie nie mogłoby prowadzić do ustalenia żadnej „prawdy”, a co najwyżej – do kolejnych pustych dyskusji): czym dojechałaby ogromna polska delegacja do Katynia, gdyby rzeczywiście udało się „posadzić” samolot na płycie lotniska? Przecież wszystkie przewidywane na to samochody znajdowały się na pokładzie Ił-a, któremu nie udało się wylądować? Czy w momencie otrzymania o tym informacji; i w Warszawie, i w Moskwie, i w Jak-u, który stał na płycie lotniska, i w „prezydenckim” Tu-154M (zwykle tym, co najważniejsze w każdej sprawie – to własnie informacje) nie należało natychmiast, bez chwili zwłoki, razem czy osobno, w porozumieniu czy bez – myśleć o tym tylko jednym: jak i gdzie „dogonić” Ił-a, by w ogóle było czym do Katynia dojechać. Jaki sens miało jakiekolwiek nawet tylko „zbliżanie się do ziemi” – jeśli jedynym środkiem do dalszego transportu dostępnym na lotnisku mogłyby być co, najwyżej, jakieś „drzwi od stodoły”? Być może już nigdy się nie dowiemy, czy ktokolwiek na to choćby „wpadł” (jeśli tak; to z naszego „problemu” zrobi się jednak „zagadnienie”, ale wiele sobie można jeszcze obiecywać po tajnych dziś jeszcze informacjach wywiadowczych), ale przecież do samego „końca” wszyscy coś robili, coś „kombinowali”, ustalali, próbowali, z góry się martwili, przygotowywali zapewne z „wyprzedzeniem” wzajemne pretensje, zarzuty, a w drugą, trzecią, czwartą, może i piątą stronę – już jakieś wytłumaczenia, wyjaśnienia, odpierania. Może właśnie dlatego, dla tych obowiązujących bardziej niż zdrowy rozsądek „doktryn”; zupełnie na pozór odrębnych, a przecież tak jednych, tak wspólnych – nie udało się nikomu „trafić” na właściwy kurs i właściwą ścieżkę, ale nie tyle „podejścia”, co logicznego „rozumowania”. A bez tego „trafienia” – jak się okazało; musiało, naprawdę musiało (uwzględniając zbieg wszystkich, tak licznych, ale przecież tak zupełnie „przypadkowych”, nieistotnych dla tego, by odlecieć spokojnie w ślad za Ił-em) już dojść tylko do jednego; do katastrofy. Myślę, że podobnie było z hekatombą Powstania Warszawskiego; musiało do niej dojść nie tyle ostatecznie (albo lepiej: „zawczasu”) dlatego, że ktoś chciał coś politycznie osiągnąć, „ugrać”, popisać się, „wysłać kogoś na smierć”, pomylić się, „chcieć”, „musieć”, itd., itp. – a znacznie bardziej dlatego, że w wielkim „bełcie” spraw, zdarzeń, możliwości, decyzji, konieczności, uwarunkowań itd., i pod przemożnym wpływem różnych zgodnych, sprzecznych, albo do siebie równoległych „doktryn” – umknęło, pominięte zostało być może, to zupełnie inne, a skuteczne – rozwiązanie. I choć mówi się miliony słów – o tym właśnie dla wszystkich jest lepiej do dziś nie mówić nic.

  8. Ananke napisał(a):

    Ojtam Ojtam Bór-Komorowski się w grobie przewraca jak Pan @Tadeuszu prawisz duby smalone!

  9. Ananke napisał(a):

    Posądzanie akowców że pomylili sobie Niemców tych zaborowych z I w.światowej z tymi od Adolfa H. to wielka Pańska pomyłka i naciągactwo faktów. Lud Warszawy przez 4 lata okupacji poznał na wylot możliwości Niemców spod znaku swastyki i nie miał najmniejszych złudzeń co do ich reakcji na wybuch Powstania w Warszawie. Armia Krajowa miała złudzenia w stosunku do kogo innego. Łudzono się w tym aspekcie który dotyczył Stalina i jego sprzymierzeńców. Zbliżanie się Armii Czerwonej do Warszawy i okolic, jej sukcesy na froncie i pozytywna oceny jej możliwości dalszej ofensywy, dało podstawy do tego że zdecydowano o wybuchu powstania. Powstanie miało uniemożliwić narzucenie Polsce władz, uzależnionych od Związku Sowieckiego, zainstalowanych w Lublinie jako Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego.Powstanie w Warszawie miało także zanegować ustalony jeszcze przez aliantów, na konferencji teherańskiej pod koniec 1943, nowy porządek polityczny w Europie Wschodniej, zgodnie z którym USA i Wielka Brytania zgadzały się na prowadzoną przez Józefa Stalina politykę faktów dokonanych na ziemiach polskich.

  10. Tadeusz Kensy napisał(a):

    @Ananke – szanuję Twoje przekonania, i w dużej mierze sporą ich część podzielam. Ale – sam przecież musisz mieć swiadomość, że zamieściłeś wyżej taki bardziej „okolicznościowy referacik”, jakich słyszałeś już wiele, a ja, pewnie – z uwagi na wiek – jeszcze więcej. Gdy pytamy o rzeczywiste, istotne i nieprzypadkowe przyczyny, nie możemy zastąpić ich dociekania, próby ich zrozumienia i potwierdzenia – czymś zupełnie innym: ich wygodną nawet, i odpowiadającą naszym ogólnym „przekonaniom” – interpretacją. Tylko ten co „szuka”, ma szansę „znaleźć”. Pzdr!

  11. Tadeusz Kensy napisał(a):

    A cóż to @Szanowny Gospodarz bloga, Pan Redaktor Plęs znów tak wymownie milczy? Też (jak @Kwiatek)na urlopie, czy co?

  12. Ananke napisał(a):

    Pan Gospodarz popełnił artykuł który jeszcze przeżywa bo te przeżycia są natury etetycznej zapachowej. Jeżeli się spędzi gros godzin nad tematem traktującym o wylewaniu gnojowicy na rolę i samemu spędzi się trochę czasu na tej roli to można zaniemówić i marzyć o Soir de Paris.

  13. Ananke napisał(a):

    @ Pane Kensy czy takie szukanie o którym mówisz to nie jest czasem tzwn. szukaniem dziury w całym? Teoria o naiwności Warszawiaków w ocenie Niemców hitlerowskich jest owszem chwytliwa jako fakt prasowy ale ma się nijak do historycznej prawdy którą się tutaj próbuje naginać jak giętką sprężynę. I to jest właśnie ta wymieniana przez Pana dowolna interpretacja faktów.Historycy lubią się czasem pobawić na zasadzie co by było gdyby. Tutaj taka teoria pasowała by jak ulał,do snucia fantazji na temat, co by było, gdyby AK miało Niemców za świętych Franciszków!

  14. Tadeusz Kensy napisał(a):

    @Ananke; dobrze jest najpierw przemyśleć, pokombinować, sformułować jakieś hipotezy, potem poddać je krytycznej ocenie: własnej i innych itp., itd. A dopiero potem, na koniec – stawiać ostateczne wnioski. Bo jak zaczniemy odwrotnie: „od historycznej prawdy, którą się próbuje naginać”, to o czym można jeszcze więcej gadać? Pozostaje tylko skwitować krótkim: „A mnie to tyż babko cytali”. A potem, wzorem wielu naszych historyków narzekać, że „nas to nikt czytać nie chce”. Jak się dziwić, gdy w kółko powtarzają te same banały, które już chyba wszystkim „babko cytali”, ale które niczego do końca nie tłumacza, ani niczego do końca nie wyjaśniają. Co najwyżej – dają podstawy do spierania się na zasadzie „golono – strzyżono” (tak jak i w naszej współczesnej postpolityce)przez następne dziesiatki lat. Czyż np. czym innym są „tezy” przedstawione przez red. Plęsa? Na szczęście – może być inaczej, i dlaczego by nie na tym właśnie blogu? Krytykuj @Ananke moje hipotezy; w końcu po to je właśnie prezentuję. Ale konkretnie, w szczegółach, wykazując fałsze lub niepodobieństwa – a nie tylko „z metra”, bo: „babko cytali”. Jeśli tak zaczniemy polemizować, to chętnie jutro przedstawię Ci mój sposób rozumowania. Pzdr!

  15. Konstantinow napisał(a):

    Dobrze @Tadziu! Jeśli chcesz konkrety oto one Józef Mackiewicz: Powstanie Warszawskie z innej strony, J.Kirchmayer. Powstanie warszawskie – poszukuję wątków mówiących o mylnej ocenie przez dowództwo AK Niemców z okresu okupacji, których wzięto za Niemców znanych z czasów zaborów, z tzwn. cesarskich Niemiec, bardziej spolegliwych i mniej okrutnych niż ci ze swastyką. Ocena autora i przytaczane przez niego fakty mówią coś innego, okrucieństwo władz okupacyjnych i ich zbrojnych formacji, w postaci gestapo, ss, SD, Schupo, żandarmerii, jest dowodem na potworne zdziczenie i upadek humanizmu wśród Niemców, a system nazistowski w okupowanej Warszawie święci tryumfy i pokazuje na co go stac, w trakcie likwidacji powstania w getcie warszawskim. Po tym fakcie już nikt nie ma złudzeń i to wcześniej, jeszcze przed wybuchem Powstania Warszawskiego, co się stanie z ludnością i powstańcami, gdy powstanie warszawskie upadnie ponieważ nikt nie udzieli mu pomocy. Jeśli chodzi o „babko cytali” bardzo sobie cenię wspomnienia ludzi z pokolenia zaawansowanych seniorów którzy na własnej skórze przeżywali to co dla mnie jest dośc odległą historią. Dzięki takim osobom można skorzystac bardzo dużo w poznawaniu realiów historycznych.

  16. Tadeusz Kensy napisał(a):

    Tak, tak! J. Mackiewicz – szacun! Miron Białoszewki – szacun do kwadratu! „Babko” – szacun!(choć co do zasobów pamięci i oceny faktów – radziłbym zachować stosownie krytyczny, „badawczy” dystans) J. Kirchmayer – czego nie, szacun! Antoni Chruściel „Monter” (nasz rodak!) – szacun (choć co nieco pozostało do wyjaśnienia)!Tadeusz Komorowski „Bór” – szacun! Wielu, wielu innych – szacun! Tylko; co z tego wynika dla „naszego tematu”? Niewiele, może nawet – nic? Wybacz @Konstantinow, ale to żadna metoda, by przejrzeć dwa źródła (do tego: w przypadku J. Kirchmayera – pisane także „we własnej sprawie”, zaś J. Maciewicza – „zagonionego”, uciekającego od kilku już miesięcy przez „swoimi” z Wilna i przed bolszewikami, bedącego wprawdzie bardzo blisko Powstania, ale tylko go „oglądającego”, do tego jeszcze piszącego wrażenia – o ile w ogóle to jego własna analiza, choć pewnie tak – bardzo na gorąco, bez szans na rozmowę z kimkolwiek dobrze zorientowanym), dołożyć do tego coś z „babko cytali”, by następnie autorytarnie ogłosić, że – nic nie ma. Sęk w tym, że – jak mówi znane powiedzenie, które już nawet doczekało się wręcz anegdotycznych wersji – generałowie zawsze przygotowują się do wojen, które już były! Do tego jeszcze – identycznie rzecz ma się zwykle z myśleniem politycznym. Czy czytaliscie może „Wojnę polską 1939” L. Moczulskiego? Nie? To polecam, choć Moczulski nie jest ani moim zyciowych bohaterem, ani nawet ulubionym pisarzem-badaczem-historykiem. Mimo tego uważam, że ci, którzy nie znają „Wojny polskiej 1939” (została wydana przez Wydawnictwo Poznańskie jeszcze w roku 1972 (!) i prawie natychmiast wycofana ze sprzedaży ( w Rzeszowie, w bibliotece na ul. Dąbrowskiego spotkałem ją stojacą spokojnie na półce jeszcze w roku 1978 lub na poczatku 1979 – skąd natychmiast ją ukradłem)powinni czuć się – dyskutując o polskiej polityce i strategii wojskowej czasu II wojny, jak ślepcy rozprawiajacy nader żywo o kolorach. jesli komuś mało, to niech poszuka uważnie (choć; na wszelki wypadek też – krytycznie) w różnych wątkach pism, wystapień i wypowiedzi Zdzisława Antoniego Jeziorańskiego, znanego lepiej jako „Jana Nowaka” – być może najbardziej ( z racji swych funkcji i przeprowadzonych w roku 1944 i później rozmów) w całokształcie „sprawy Powstania Warszawskiego” Polaka. Życzę miłej i owocnej lektury, co do której jestem pewien, że powinna sensownie, twórczo i skutecznie „uzupełnić” to, co – „babko cytali”! Pzdr!

  17. Konstantinow napisał(a):

    @ Tadziu ten Kirchmayer to była prowokacja…sorry .. wykazałeś się oczytaniem Powstania. No i widac że nie szkoda tracic czasu na wartościowe rozmowy przy klawiszach.

  18. Tadeusz Kensy napisał(a):

    Nie szkoda – i dlatego właśnie tyle „obywatelsko” piszemy. Pozdrawiam! P.s. Ostatnio bardzo „ożywiły się” rozmowy na e-poczcie. Też dobrze, choć namęczyłem się sporo, prowokujac niektórych, by w ogóle chceli „dać głos”. Pierwsze w „kolejce” są „rozmowy” ze Staszkim Alotem. Opublikuję je jutro w „notatkach” na moim profilu na fb. Zachęcam do przeczytania – jeszcze nie ma szczegółów, co do odpowiedzi na moje pytania, ale dobre i to – zawsze musi być jakiś początek. „Zajarzyła” też rozmowa z p. red. Plęsem, jako, że w małej tylko części dotyczy ona Powstania Warszawskiego – też ją chyba „opracuję” na fb. Dziwię się jednak milczeniu tegoż dziennikarza po własnych wpisach – ale może im tylko płacą wierszówke za same wpisy?

  19. Ananke napisał(a):

    Sz. Pan Redaktor Plęs to zawodowiec i w tych niepewnych czasach każdy przechył na burtę jest niebezpieczny. Czy to wiadomo czym i komu można się narazić i wziąść po łapkach albo dostać burę od Naczelnego albo nawet mieć out! I po co to. Czasem niewinne ględzenie może zamienić się w fakt za który przyjdzie się tłumaczyć.

  20. Konstantinow napisał(a):

    Alot bosz jakie to dawne czasy gdy ganiał po rzeszówku przejęty swoją rolą uczniami, szkołą i Solidarnością. Było minęło….żeby chociaż jakaś ulica jego imieniem mam nadzieję że nie będzie walki o jej nadanie jak z ulicą Władysława Kruczka.

  21. Andrzej Plęs napisał(a):

    Niechęć do komentowania własnych komentarzy – uzasadniona, bo bezcelowa. Niechęć do komentowania komentarzy innych – uzasadniona tym bardziej. Zawsze kończy się inwektywami wobec autora. Prawie niemożliwe dla cywilizowanych ludzi w bezpośredniej rozmowie, ale powszechne w sytuacji, kiedy można schować się za nickiem. Po co nakręcać złe emocje i dawać pole głupocie? Może lepiej poczekać, aż na forach zostaną cywilizowani ludzie, aż durność i prostactwo nabawią się odcisków na umysłach, zmęczą się, zniechęcą. Wiem, naiwne, można nie doczekać, ale jeśli głupota, i chamstwo mają przetrwać, to po co im w tym pomagać?

  22. Tadeusz Kensy napisał(a):

    Czyżby to był koniec blogów redakcyjnych NOWIN? Niedawno @Kwiatek ucieszył się, że nie bedzie musiał przez 3. tygodnie pisać, teraz p. red. Plęs wprost przyznaje, że to – bezcelowe? Może i tak; szczególnie – gdy ma się niewiele do powiedzenia …

  23. Ananke napisał(a):

    Pan Redaktor się obraził! Rzeczywiście chyba lepiej zlikwidować blogi Nowin po co przeszkadzać w pracy najtęższym piórom rzeszowskiego dziennikarstwa. Bon!

  24. Andrzej Plęs napisał(a):

    Serdecznie Panu dziękuję za potwierdzenie zasadności mojego stanowiska: Czyżby to był koniec blogów redakcyjnych NOWIN? Niedawno @Kwiatek ucieszył się, że nie bedzie musiał przez 3. tygodnie pisać, teraz p. red. Plęs wprost przyznaje, że to – bezcelowe? Może i tak; szczególnie – gdy ma się niewiele do powiedzenia …

  25. Tadeusz Kensy napisał(a):

    Próbowałem przed chwilą zamieścić jeszcze rodzaj „inwentaryzacji” – ale się już „nie wkleiło”. Straciłem pół godziny. Ale jestem czasem uparty; powtórzę potem – może i warto?

  26. Ananke napisał(a):

    Ciężko być dziennikarzem a jeszcze do tego te blogi. Zawód jest stresogenny, dzierży prym w szybkim odchodzeniu w zaświaty osób uprawiających dziennikarstwo. Rzeczywiście można być zniechęconym do ludzi, którzy ciągle te kłody pod nogi, wszystkie szpile i notoryczne krytykanctwo Kensego postrachu całej redakcji z przyległościami. Morituri te salutant!!

  27. Tadeusz Kensy napisał(a):

    I znów „kicha” – może zbyt dużo cytatów? Ale już, po poprzedniej szkodzie mądrzejszy – tekst zapisałem. Spróbuję więc w następnym inaczej, a jak się nie da – to tu wkleję skrót bez cytatów, a całość wyślę p. Plęsowi na adres jego e-maila. A może ktoś chcialby jeszcze – proszę wtedy o adresy …

  28. Ananke napisał(a):

    @Tadziu Mon Dieu! Jaki natłok bon motów! Musiałem to czytać aż 2 razy by pojąc ogrom pracy stwórczej którą się obciążyłeś dla przekonania Pana Redaktora A. Plęsa.Jeszcze raz przeanalizowałem czy w mojej krótkiej(ze strachu) notatce nie ma czegoś obraźliwego. Jak sądzisz?

  29. Tadeusz Kensy napisał(a):

    Pamietaj Drogi @Ananke, by nie liczyć czasu poświęcanego pomocy bliźnim! Zostawmy to na … lepszą okazję (tak a propos; wymyśliłem o takiej „lepszej” okazji dość wisielczy żart – wkleję na koniec). W Twej notatce chyba nie ma, ale sądzić (z ostrożności i braku zamiłowania) – wybacz, nie będę. Byś nie myślał jednak, że się wykręcam – opiszę sytuację znanymi powszechnie „filmowymi” powiedzonkami: Pamiętasz pewnie taką scenę z „Rozmów kontrolowanych”: zima, noc, mróz; idzie patrol dwóch ZOMO-wców i jeden z nich mówi: „K…., co oni z tego kraju zrobili”? Wyobraź sobie, że ktoś z boku, grzecznie by go w tym momencie zapytał, co ma na myśli, o co mu chodzi. A ten wtedy by mu odpowiedział (słowami z „Misia”): „Nie mamy pańskiego płaszcza, i co nam pan zrobi?”, i … żeby być bardziej przekonujący – powinni go jeszcze obydwaj natychmiast „obyczajnie” spałować. A teraz ten mój zart; głupi i podły, ale – na czasie, bo wisielczy: Stanął Lepper przed niebieską bramą i się tłucze. Wychodzi św. Piotr i pyta: – Czego? – Jak to czego Święty Piotrze; do Nieba chciałem! Przecież byłem tyle razy na Jasnej Górze, lud prosty a sprawiedliwyi bogobojny bardzo mnie kochał, no i… szczerze mówiąc, to nawet i ta Aneta Krawczyk do pewnego czasu była ze mnie bardzo zadowolona! – skamle Lepper. Klucznik Nieba przygląda mu się badawczo, ale podejrzliwie dłuższą chwilę, wreszcie zatrzaskuje mu bramę przed nosem i krzyczy: – A spieprzaj ty mi stąd dziadu jeden, oszuście! Jaki tam z ciebie Lepper! Pan Przewodniczący to przecież zawsze nosi pod szyją taki piękny krawat, a nie jakiś powróz! Sam wiem (i z góry o tym piszę), że ten żart jest głupi i podły, bo przecież być to może, że – jak zauważa jeszcze na samym początku p. red. Plęs – żadna „śmierć nie jest słodka”. Choć jednak pewności co do tego nie mamy, i nigdy mieć nie będziemy … . Taki Friedrich Holderlin pisał kiedyś: „O weźcie, weźcie mnie w szeregi wasze, By smierć mnie pospolita nie spotkała! Umierać darmo nie chcę, ale Chcę na ofiarnym wzgórzu polec Za Ojczyznę. I schodzą w dół zwycięstwa gońcy: bitwa Jest nasza już! Więc górnie żyj, ojczyzno Poległych nie licz! Bo dla ciebie, Miła! Nikt nie padł na darmo. („Śmierć za ojczyznę” w; „Nocnym wędrowcu”, przeł. A. Lam) Ale kto by tam dziś słuchał jakiegoś Holderlina, nie mówiąc już nawet o tym; kto by go dziś czytał …

  30. Greta napisał(a):

    A zapowiadało się tak fajnie, był ładny tytuł, aktualny temat, kontrowersyjne myśli rzucone ot tak od niechcenia, lekko i z wdziękiem. Jak zauważył słusznie Redaktor A.Plęs – początek rozwijał się nieźle. Parę wpisów na temat, a później zjawił się On. Zgryźliwa męska odmiana Kassandry,która wieszczyła same najgorsze rzeczy zaburzając miły nastrój sjesty poobiedniej. Zapanowało niezręczne milczenie jak na przyjęciu gdzie ktoś puścił bąka i wszyscy patrzą na siebie podejrzliwie. Gospodarz wyniósł się po angielsku i nikt nie panuje nad swobodnie toczącą się lawiną słów. Dobrze że jest poezja.

  31. Tadeusz Kensy napisał(a):

    Ładnie@Greto, ładnie, choć dotąd wydawało mi się, że „wynieść się po angielsku” oznacza coś innego, niż w tym przypadku zrobił @Gospodarz. Tylko jeszcze – co z tym bąkiem? Może by jednak trzeba coś przewietrzyć? P.s. 33. komentarze, nieźle, dawno (prawie nigdy?) tyle nie było. Gratulacje Panie Andrzeju!

  32. Konstantinow napisał(a):

    A w Anglii Murzynów biją! Nie jest jeszcze tak źle z tym blogiem, Jest @Tadziu i jest dobrze. Nic się niestałooooooooooo, chłopaki nic się nie stałoooooooooo…..@Greta zamilknij. Bez gospodarza też jest fajowo. Zostawimy mu trochę rodowych sreber i nieco zepsute powietrze.

  33. ciekawy świata napisał(a):

    Tak w ramach „wietrzenia” (albo gdyby ktoś wolał; „poszerzania pola dyskursu”) umieściłem taki komentarz pod (zapomnianym?, porzuconym?) wpisem na blogu p. red. Piotra Samolewicza: „Jestem ciekaw, czy gorszy tekst (niczym “gorszy pieniądz” z “prawa Kopernika”) zwykle wypiera lepszy? Ten wpis p. red. Samolewicza gotów jestem (aczkolwiek; nie bez pewnego wahania)uznać za “lepszy” od “gorszego” – p. red. Plęsa na jego redakcyjnym blogu. Ten ostatni, choć swój tekst opublikował następnego dnia, 1. sierpnia – nie starał się nawet w żadnym stopniu nawiązać polemiki z niniejszym – raczej każdy z Autorów pisał odrębnie, po “swojemu” i w “swoją stronę”; według własnych (dających się łatwo zauważyć) nie tylko “przekonań”, czy “opinii”, ale także – zainteresowań, a nawet redakcyjnych “specjalizacji”. Myślę, że ten fakt zupełnego “rozmijania” się różnych autorów w swoich komentarzach, kompletnej nieumiejętności, wręcz niezdolnosci do wzajemnych polemik – jest jedną z większych słabości nie tylko redakcyjnych blogów NOWIN, ale także całej publicystyki “prezentowanej” przez tą gazetę. Mniejsza jednak teraz o to; jeśli się nie mylę, że ten tekst jest lepszy – to ciekaw jestem, dlaczego dostał tylko 6. komentarzy, i szybko “uwiądł”, zaś p. red. Plęsa zebrał ich do tej pory aż 33., wywołał małą burzę, której końca może nawet jeszcze nie ma? Co na to sam Autor, a może, oczywiście, i inni?” Pzdr!

  34. Tadeusz Kensy napisał(a):

    P.s. Przy okazji, przez pomyłkę – wklejając to z komputera mojego syna – puściłem tekst pod jego nickiem. Sorry …

  35. Greta napisał(a):

    Korzystam z frapującego tytułu przedstawionego przez Pana Redaktora Plęsa i na zasadzie kobiecej przekory spróbuję ukazać że śmierć może też być słodka.Nie, nie odwołam się do śmierci z rąk okupanta, przeniosę swoją duszę „utęsknioną” jak mawiał Poeta z bohaterskiej Warszawy do nieszczęśliwego Rzeszowa. Czas i miejsce akcji umiejscowię bardzo współcześnie, bo w dniu dzisiejszym.Jedyny szpital na Podkarpaciu przeprowadzający zabiegi i operacje chirurgii naczyniowej wykorzystał limit przyznany przez NFZ na ten rok. Pacjenci zapisywani są na operacje w styczniu 2012.Do grudnia 2010 roku „naczyniówka” funkcjonowała w rzeszowskim szpitalu miejskim przy ul. Rycerskiej. Jednak pod koniec roku wszyscy lekarze na czele z ordynatorem złożyli wypowiedzenia. Cała kadra medyczna przeniosła się do Centrum Chirurgii Naczyniowej i Endowaskularnej Polsko-Amerykańskich Klinik Serca, nowej prywatnej lecznicy przy ul. Jałowego w Rzeszowie. Dyrektor Leszek Czerwiński próbował ratować oddział. Jednak z braku specjalistów musiał zlikwidować „naczyniówkę” w szpitalu miejskim. Okazuje się że nie ma ani jednego doktora „Judyma” w Rzeszowie. Wszyscy zamiast miłości do chorego bliźniego wybrali miłość do pieniędzy. Ale są chorzy, cierpiący ludzie, którzy są traktowani jak kamienie rzucone nie na „szaniec” jak pisał o powstańcach Alek Kamiński, tylko na śmietnik. Dla byłych powstańców, bohaterów, ludzi honoru, od tak okrutnego traktowania przez Oćczyznę lepsza i słodsza byłaby śmierć od niemieckiej kuli niż taka poniewierka. C.b.d.o.

  36. Ananke napisał(a):

    Portret współczesnego antysamarytanina. Współczesna medycyna dla każdego lekarza stanowi drogowskaz, do którego powinien stosować się w swoim życiu, albowiem stanowi ona źródło wiedzy, etyki, moralności. W przedstawionych w niej historiach chorób i pomocy medycznej i przed medycznej odnaleźć możemy postacie współczesnych lekarzy, których zachowanie powinni młodzi adepci sztuk medycznych starać się naśladować. Jedną z nich jest niemiłosierny lekarz. Bohater ten-nie wahając się ani przez moment nie pomógł człowiekowi. Wcześniej pomocy takiej nie udzielił biednemu choremu ani jego kolega lekarz ani koleżanka. Przypowieść ta uczy nas, na czym polega prawdziwa bezinteresowna miłość do pieniądza. Lekarz współczesny długo zastanawiał się, kim jest ów chory czy jest przyjacielem jego przyjaciela, oraz jakie ma konto, on nie widział w nim jedynie człowieka potrzebującego pomocy.

  37. Andrzej Plęs napisał(a):

    Daleki jestem od miłości do środowiska lekarskiego, ale staram się zrozumieć także jego punkt widzenia. Zmieniając miejsce pracy, nie porzucili pacjentów. Przecież też leczą, też w ramach świadczeń z kontraktu z NFZ i być może tych samych ludzi, którzy wcześniej byli pod opieką „państwowej” służby zdrowia. Zmienili tylko warunki pracy i płacy. Nie mam wątpliwości, że dla tego drugiego argumentu, co przecież nie jest przestępstwem. Któż z nas nie chciałby zarabiać więcej? Judymów już nie ma i może czas wyzbyć się romantycznego postrzegania lekarza, jako wolontariusza przymierającego głodem w pasji bezinteresownego pomagania innym. To – z punktu widzenia zasad rynkowych – taki sam usługodawca, jak szewc, majster budowlany czy fryzjer. Za pracę powinno się płacić. Wymaganie wyłącznie od lekarzy, by za „friko” zostawali po godzinach, kosztem czasu własnego i życia rodzinnego, byłoby nieuczciwością. Teraz zaprzeczę sam sobie: medyk dysponuje wiedzą tajemną, niedostępną zwykłym śmiertelnikom. Taka pozycja społeczna może rzeczywiście zobowiązuje go do ofiarności, jakiej trudno oczekiwać po np. budowlańcu. Jak widać, problem nie jest jednowymiarowy. I tak naprawdę tkwi gdzieś indziej: w reglamentacji podaży na rynek pracy. Akademie medycznie ściśle limitują przyjęcia na każdy pierwszy rok studiów, miejsc na wszystkich naszych uczelniach medycznych jest taka sama liczba od lat niepamiętnych. Efekt: czy ktoś zna bezrobotnego lekarza? Nasze uczelnie „wypuszczają” rocznie niepoliczalną i coraz liczniejszą rzeszę filologów, prawników, historyków, techników, etc. A liczba lekarzy się nie zmienia. Efekt społeczny: wysyp niepublicznych (obok już istniejących publicznych) szpitali, poradni, przychodni sprawił, że w tej branży jest znacznie więcej miejsc pracy niż chętnych do objęcia tej pracy. Stąd przepływ kadr medycznych „za chlebem”, a raczej za kawiorem w tym przypadku. Ergo: nie lekarzom mam za złe, że chcą więcej dla siebie (byleby rzetelnie wypełniali obowiązki), ale winię system reglamentacji podaży siły roboczej, który pozwala medykom dyktować warunki płacowe i nie zapewnia obsady tym placówkom sł. zdr., które nie dysponują odpowiednim kapitałem. A (chyba) najgorsze: kiepski prawnik, inżynier, budowlaniec eliminowany jest z rynku przez lepszą konkurencję. Kiepski lekarz może na tym rynku brylować. I dopiero to jest naprawdę niebezpieczne.

  38. Tadeusz Kensy napisał(a):

    A kiepski ksiądz? Słyszałem, że „Łukasz” już spakowany i początku nowego roku szkolnego nie doczeka? Tym bardziej się więc dziwię tym, którzy niedawno, nawet po przeczytaniu IPN-owskich „papierów” nie potrafili nic w jego sprawie „od siebie” powiedzieć. Co wcale nie znaczy, że również nie potrafią w setkach innych, tyle ze mniej „wrażliwych” przypadków. Pzdr!

  39. Tadeusz Kensy napisał(a):

    A tu już się stało – „Łukasz” przeszedł na utrzymanie budżetu. Zasługi p. red. Plęsa są w tym niewątpliwie ogromne, choć trochę pewnie i jemu samemu teraz szkoda, że w dość istotnym momencie sam jednak żadnego „potwierdzenia” znaleźć – nie potrafił. A może tylko nie miał „przyjemności”? Prawie wszystko jeszcze przed nami – dochodzenie „sedna” trudnych problemów nie jest ani łatwe, ani proste, ani tym bardziej – intratne. Mam tylko nadzieję, że ten szybki „kompromis” nie jest zapowiedzią „zamiecenia” wszystkiego „pod dywan”?

  40. Ananke napisał(a):

    Skąd wiesz @Tadeuszu K. że o ks. Macu to jest prawda? Przecież wciągnięcie na listę to jeszcze nie dowód współpracy. A tak łatwo kogoś skrzywdzić. Zresztą TW „Filozof” był do końca życia szanowanym purpuratem a było więcej dowodów na niego.

  41. Tadeusz Kensy napisał(a):

    @Ananke – nie żartuj? Skąd ja wiem? Przecież to ja byłem jedną z „ofiar” Łukasza – Maca. Przecież to wszystko działo się naprawdę. Wiem przecież, co ks. Mac robił, co mówił; jak od grudnia 1982 r. gorliwie wykonywał zadanie szkalowania mnie, niszczenia mojego autorytetu – robił to nawet w czasie tzw. „kolędy” – zdziwieni parafianie mówili mi o tym już wtedy. Potem kilka razy były bardzo dziwne, także przypadkowe sytuacje, których sensu nie potrafiłem wtedy odczytać. W 1991 gwałtownie protestował przeciw umieszczeniu mojej podobizny na drzwiach Katedry – jednak artystka-plastyk nie tylko postawiła na swoim, ale opowiedziała nawet o zdarzeniu dziennikarce, a ta, wszystko opisała. Tak było aż do … powstania IPN. Wtedy nagle ks. Mac gwałtownie zmienił wobec mnie „kurs”, pamiętam, jak w czasie tzw. „opłatka” na początku roku 2001 nie tylko złożył mi życzenia, ale nawet brał się za całowanie. Znam przecież też treść niektórych „kwitów” dot. zadaniowania i działalności „Łukasza”, który nie tylko dostarczał SB informacji, ale także „sterował” tzw.”działalnością podziemną” „S”. Nie może byc pomyłki, że „Łukasz” to był Mac. Ja też w jesieni roku 1981 byłem jednym z członków prezydium MKR „S”, który zatwierdzał mu 3. milionową pożyczkę. Kilka lat temu w swojej książce o powstawaniu parafii – Mac szedł „w zaparte”, że był to tylko jeden milion. Niedawno dopiero dowiedziałem się od Andrzeja Filipczyka, że tuż przed stanem wojennym (gdy ja byłem na posiedzeniu KK w Gdańsku)Mac dostał „na przechowanie” następne 3. miliony, do których nie tylko sie nie przyznał nigdy Mac, ale także i … „Solidarność”! To wszystko mało? Niedługo będzie pewnie więcej – IPN wyda monografię o relacjach między SB a parafią NSJ w całym okresie jej dziejów. W lecie roku 2005 nawet Zbyszek Sieczkoś potwierdził mi, że to Mac był TW „Łukaszem”, wielu osobom opowiadał o tym tez i potwierdzał fakty ks. Eugeniusz Dryniak. Abp Michalik, któremu sprawa „Łukasza” została przedstawiona szczegółowo w lutym 2006 roku, miał wtedy stwierdzić, że dopóki Mac bedzie proboszczem, jego noga w Katedzre nie stanie – i był w tym konsekwentny, nawet w czerwcu br. na 10. lecie pielgrzymki Papieża. Z kolei: abp – senior I. Tokarczuk miał niedawno powiedzieć, że owszem, dotarła do niego ta historia, ale dla niego wazniejsze było, że ks. Mac wykonal zadanie, które dostał od niego. A o „Filozofie” nie gadam – bo nie wiem, ani sie nawet szczególnie nie interesuję. Słyszałem za to, że np. ks. prof. Tischner w pierwszych dniach stanu wojennego, dał się dość sprytnie „podejść” i podpisał tzw. lojalkę. Oczywiście, nie była to żadna forma wspólpracy z SB – choć tydzień temu np. tak pisał red. Piotr Samolewicz z NOWIN w swojej recenzji filmu „Kret”. Tak więc @Ananke, gdybym się miał opirać tylko na tym, co ludzie gadają – pewnie bym był bardzo milczacym człowiekiem. Nie zapominaj jednak, że tak jakbym historię ostatnich 35. – 40. lat miał wypisaną na własnej skórze. Pzdr!

  42. Ananke napisał(a):

    Miałem okazję słyszeć będąc w grupie wiernych podczas wizyty JPII w Rzeszowie jak ludzie wyglądający na agenturę opowiadali o Macu że przerżnął w karty duże pieniądze parafialne. O swoim by chyba tak nie rozpowiadali?

  43. Konstantinow napisał(a):

    @Tadeuszu tak wiele robisz przytyków do Jaromira że jest „letni” w podejściu do tematów gorących, że wyszukuje tematy zastępcze, a przecież w rzeczwistości błyska od czasu do czasu przetartą zbroją i macha wydobytym mieczem zadając rzeszowskiej post – rzeczywistości mocne ciosy. Chociażby jego felieton na temat filmu „Z życia “Uwikłania”, czyli jak państwo przegrywa z postesbecką mafią”, gdzie stawia odważne pytania z podniesioną przyłbicą, takie jak: czy rzeczywiście postesbecki “układ” działa w III RP jak mafia paraliżująca struktury państwa? Czy IPN ma w swoich zasobach archiwalnych tylko to, czego chce “układ”? Czy “układ” ma tyle siły, by skutecznie zastraszyć przeciwników? Odpowiada ze dla niego film ma wymowę krzyku rozpaczy, że państwo jest zbyt słabe, by poradzić sobie z “układem”.I dodaje: prawda czy fałsz? Filmowa tandeta czy wart uwagi krzyk rozpaczy znanych filmowców? Jak na podkarpackiego dziennikarza to pytania świadczące prawie o heroiczności, czyż nie?

  44. Tadeusz Kensy napisał(a):

    @Ananke; trudno, poczekasz, aż bedziesz miał jakąś okazję wsadzić palec w bok … @ Konstantinow; Otóż – nie! Pamiętam z dzieciństwa bajkę o pasterzu, który co jakiś czas robił sobie „jaja” z kolegów, wzywając ich na pomoc przeciw rzekomym napadom wilków na owce. Nic tak skutecznie nie znieczula jak częste plecenie bzdur … Pozdrawiam! P.s. Pamiętasz może „Wojnę światów” Piotra Szulkina? To jakby wlaśnie o tym …

  45. Konstantinow napisał(a):

    Piotr Szulkin? To było dawno i nieprawda. Teraz możemy mówić otwartym tekstem o tym co Szulkin musiał utajniać. Ale nie przewidział, że wpływ ówczesnych siermiężnych mediów, był znacznie mniejszy niż obecnych wypasionych, na kreowanie wirtualnej rzeczywistości zamiast jej prezentowania. Wodomózgowie obecne jest znacznie wieksze niż w XX wieku.

  46. Tadeusz Kensy napisał(a):

    Wiesz; tam wszystko było na Marsjan. A teraz; jak już „układ”, to obowiązkowo – „postubecki”. A tam już się zdążyła dokonać prawie zmiana pokoleniowa!

  47. Tadeusz Kensy napisał(a):

    P.s. Nie mówiąc już nawet o zmianach ideowych i światopoglądowych …

  48. Konstantinow napisał(a):

    A props etycznego relatywizmu z którego wynikają te przemiany w ramach „starego ubeckiego” pokolenia zacytuję kogoś dobrze Ci znanego… „Miłością płonąc do abstraktów, najbardziej nienawidzą faktów, fakty teoriom bowiem przeczą, a to jest karygodną rzeczą.

  49. Tadeusz Kensy napisał(a):

    Nie gorszy Hemar od Szpota: „I to nas niesłychanie Na duchu podtrzymuje, Że przeciw nam są zawsze Idioci i tylko szuje”. Dobranoc!

  50. Tadeusz Kensy napisał(a):

    P.s. Oczywiście, to tylko takie żarty; żeby się ktoś przez nie znów nie obraził. Bo z wierszami jest różnie. Kiedyś biesiadowałem w bardzo poczciwej i wesołej kompanii. Był z nami Kaziu O., słynny językoznawca, człowiek skrzącego się dowcipu. Ale nagle zapytał: – A co myślisz o Ekscelencji? Próbowałem się wykręcić: – Nic, nie myślę. Kaziu nalegał: – No powiedz, powiedz! Ja mu na to: – Wiesz, ja nie mam zdania, więc od siebie nic nie powiem, ale chyba obaj wiemy jak podobne przypadki nazywał Szpot? – No jak, jak? – Nie wiesz? – Nie wiem! – Ty, profesor, filolog – nie wiesz? – Nie wiem, powiedz! – No dobrze; białe gnidy na czerwonej szmacie … . No i zrobił się skandal, bo się rozeszło po Rzeszowie, że niby ja sam to wymyśliłem …

  51. Konstantinow napisał(a):

    Nie boję się braci Rojek….dlatego przytoczę ponadczasowe przesłanie Szpota,które pasuje do wszystkich czasów w Polsce począwszy chyba nawet od Piasta Kołodzieja piastującego pierwszą według przekazu władzę w Polszcze: Wszystko się jednak dobrze kończy, bo choć tragiczny powiał dech, tragedia się zmieniła w farsę, a przerażenie w gromki śmiech! Wszystko się jednak dobrze kończy, chociaż się w oku kręci łza! Z ufnością patrzmy w mętną przyszłość, bo przecież wszystko nadal trwa! Wszystko się jednak dobrze kończy, bo kończy się triumfem zła! Niech żyje Szmaciak! Hurra! Hurra!! A przed autorem — chapeaux bas!

  52. Tadeusz Kensy napisał(a):

    No tak, tak. Wtedy jeszcze każdy przyzwoity sekretarz partii kapelusz nosił. Ale zdejmowali nieczęsto, nawet nie wiem – czy zawsze w kościele?

  53. Konstantinow napisał(a):

    @Tadziu! Przeciętnie jak często spotykałeś przyzwoitych sekretarzy PZPR!? Mnie nie udało się spotkac ani jednego. Byc może byłem za chudy w uszach? Nie przeginaj pały rzeczywistości… na Boga!

  54. Tadeusz Kensy napisał(a):

    @Konstantinow; Ale mnie szukasz! „Przyzwoity”, czyli – archetypowy, z szablonu. To miałem na myśli. Bo wiesz – gdyby o takiej „przyzwoitości”, jak Ty chcesz; to trzeba by znów tyle „wałkować” od początku. Może @Kwiatek przywiezie jakąś okazję z urlopu? Pzdr!

  55. yxjixguf napisał(a):

    vardenafil directions for use levitra generic name precio de levitra 20 mg order levitra online cheap levitra odt 10 mg

  56. Trackback: viagra prank,
  57. Rebeccafes napisał(a):

    You are my heart: http://clickfrm.com/yG5A

  58. Rebeccafes napisał(a):

    You are my heart: http://clickfrm.com/yY5k

  59. Vilma Milonas napisał(a):

    Ganz toller Beitrag . Ich bin ganz gespannt auf weitere Artikel zu dem Thema.

Zostaw komentarz